– Będę tuż za wami – powiedział Sokół, stojąc w moim pokoju, kiedy ja wybierałam kolczyki na dzisiejsze spotkanie.
Cieszyło mnie, że dzięki instynktowi macierzyńskiemu Sokoła i jego wielkim mięśniom nie musiałam się martwić, że moja randka z Tindera zakończy się trzytygodniową misją poszukiwawczą i sekcją moich zwłok.
– Może się za bardzo odstawiam? – zapytałam, przeglądając się w lustrze. – Co jeśli to kolejny dzban?
– Nauczyć cię jednego słowa… – Sokół wskoczył na moje łóżko, cały pokój zafalował.
– Miałam się dobrze bawić bez Samuela, a nie żałować, że z nim nie jestem – mruknęłam, chowając naszyjnik z Tardis do szuflady. Był zbyt odświętny.
– Od takich rozważań masz przyjaciółki, matkę i kuzyna – powiedział swoim niskim głosem, otulając się moim różowym kocem. – Miękki. Możesz mi taki kupić na święta.
Jako że Sokół niespecjalnie był za pan brat z mimiką, nie wiedziałam, czy żartuje. Ale i tak mu go kupię. W końcu jest lepszym chłopakiem, niż się spodziewałam. Nie tylko przynosi mi jedzenie, ale zabiera też na nocne przejażdżki samochodem. Po których też jedziemy coś zjeść. Dlaczego mnie nie dziwi, że mój najlepszy związek jest udawany?Kobieto, nie dramatyzuj, miałaś do tej pory jednego chłopaka i drugiego niedoszłego, co ty wiesz o związkach.
– Po tamtej randce moja mama się ze mnie śmieje jak tylko mnie zobaczy, już z nią w życiu słowa nie zamienię – odparłam, siadając obok niego.
– Nie przejmuj się, może na tej nikt cię nie aresztuje – poklepał mnie po plecach swoją mocarną dłonią w geście pocieszenia.
– Może – powiedziałam, kiedy już mogłam oddychać.

Spotkaliśmy się w niewielkim parku otoczonym przystankami autobusowymi i pełnym ludzi wyprowadzających swoje psy. Wszystko zgodnie z moją zasadą umawiania się na spacery na wczesnych etapach znajomości, żeby mieć wiele możliwości ucieczki.
Stałam przy wejściu i rozglądałam się, niepostrzeżenie podnosząc wzrok znad telefonu. Dostrzegłam Tomka jak szedł z drugiej. Był chudy i wysoki. Tak wysoki jak Samuel…
Dlaczego nie napisałam w swoim profilu, że jestem żałosna?
Mój dzisiejszy wybranek chodził nieco dziwnie, jakby w coś wdepnął. Nagle dostałam wiadomość.
„Jesteś ubrana na żółto?”
Spojrzałam na swoją kurtkę. O, rzeczywiście. A miałam założyć kremowy płaszcz. Dobrze się stało, on też się nie wystroił. Może dlatego, że to był spacer. Kto normalny by się stroił na spacer. Nic dziwnego, że na poprzedniej randce musiał mnie facet zapewniać, że nie chce mnie zaciągać do łóżka.
– Cześć – powiedziałam, kiedy się zbliżył.
– Cześć – uśmiechnął się szeroko.
Nie był atrakcyjny, ale kim ja byłam, żeby wygląd ludzi oceniać. I nie miał brązowych zębów. Może nie będzie tak źle. Przez wiadomości wydawał się być wystarczająco sympatyczny i jednocześnie nie mający narzeczonej.
Szczęśliwie nie chciał mi podać ręki. Jeśli nie jesteśmy elegancko ubrani w jakiejś drogiej kawiarni, witając się podaniem dłoni pokazujemy otoczeniu, że jesteśmy na randce z Internetu. Nie chciałam, żeby przypadkowi ludzie, których już nigdy w życiu nie zobaczę, o tym wiedzieli. Ale gdybym spotkała się z dziewczyną, w życiu bym się tym nie przejmowała. Może powinnam się przebranżowić.
– Idziemy przed siebie? – zaproponowałam.
Nie Malina, za siebie pójdziemy.
– Pewnie – odparł, intensywnie machając głową.
Dalsza część spotkania była nieco nudna. Bardzo nudna.
W pewnym momencie Tomek nachylił się nade mną, przez co poczułam, że jest palaczem.
– Nie wydaje ci się, że ten facet nas śledzi? – wyszeptał.
Odwróciłam się i rozejrzałam. Przecież nie miałam pojęcia, o kogo może mu chodzić.
– Gdzie? – wciąż zachowywałam się, jakbym nie widziała tego beżowego Hulka tuż za nami.
– Ten wielki, wygląda jak jakaś Wielka Stopa – powiedział Tomek po cichu.
Wal się, Tomek.
– Jest na spacerze z psem – odparłam, patrząc na nieistniejącego zwierzaka. – Biega tam… gdzieś.
– No dobra – Tomek wrócił do szurania nogami, aż nagle zwolnił i przystanął. – Mogę cię przytulić?
Co? Czemu? Nie.
To były moje myśli. Ale ponieważ zostały mi tylko trzy szare komórki, i to na dodatek pozbawione asertywności, powiedziałam:
– Tak.
Śmiejąc się.
Objął mnie, stojąc z boku. Jakbyśmy oglądali razem piękny zachód słońca. Niestety, jedyne, co teraz się chowało za horyzontem, to mój szacunek do siebie.
Do tego przyłożył swoją głowę do mojej. Miałam nadzieję, że nie miał na tej jasnej czuprynie przyjaciół, którzy teraz radośnie się do mnie przeprowadzali. Po epidemii wszy w szkole Róży miałam czarne myśli za każdym razem, kiedy ktoś obok mnie stał.
W końcu Tomek się odsunął.
– Miło jest się czasem tak do kogoś przytulić – stwierdził.
Niezwykle.
Kiedy już się żegnaliśmy, oddaliłam się o kilka kroków, gdyby przyszło mu do głowy mnie znowu objąć.
– Kiedy będziesz miała czas? – zapytał.
Biedny chłopak. Niczym nie zawinił, przecież nawet zapytał, czy może mnie przytulić. A ja będę wredną krową i już do niego nie napiszę.
– Wiesz, jestem bardzo zajęta… Zaczęłam nową pracę, a mam jeszcze sporo obowiązków… Zobaczymy w przyszłym miesiącu – wydusiłam i zwiałam.
Ponieważ nie ma randki z Tindera bez kłamstwa w co drugim zdaniu, powiedziałam Tomkowi, że studiuję medycynę, pracuję jako kelnerka i codziennie po zajęciach zajmuję się moją młodszą siostrą. To ostatnie to było tylko półkłamstwo, bo z Różą spędzałam dużo czasu. To, że była prawie pełnoletnia, to już inna sprawa.

Sokół dopadł mnie na przystanku.
– Dobrze spędziłaś czas? – zapytał beznamiętnie.
– Lepiej się bawiłam uciekając z tamtej speluny przez okno – wymamrotałam. – Przynajmniej już się nie będziemy musieli widzieć.

Małe niedoczekanie.

– Z nim się spotkałaś? – zapytała z ekscytacją Róża, przeglądając mojego Tindera.
Nie mam przed swoją siostrą żadnych tajemnic nie dlatego, że jesteśmy tak bliskimi przyjaciółkami, tylko dlatego, że ona bardzo szybko biega i zna kod do mojego telefonu.
– No – rzuciłam się na łóżko i zrobiłam z siebie różowe burrito.
– Tak! – aż pisnęła. – To syn mojej nauczycielki od matmy.
– Nie zamierzam się z nim więcej widzieć – powiedziałam pod nosem.
– Muszę wiedzieć, co będzie na klasówce. Muszę. Ona jest naprawdę wredna i daje nam zadania, których nie przerabialiśmy.
– To może trzeba się trochę więcej pouczyć…?
– Ona to robi specjalnie, mówię ci – Róża złapała mnie za rękę. Pojedyncza łza spłynęła po jej pucołowatym policzku. – Pomóż mi.
Dramatyzowania uczyłam się od najlepszych.
– Kupię ci trzy paczki żelek z Biedry, tych wegaaańskich – dodała, trzepocząc rzęsami.

Nie było trudno mi się do niego wprosić. Jak to dobrze, że wciąż mieszkał z rodzicami. Których akurat dzisiaj nie było w domu.
Sokół czekał na dole.
– Cieszę się, że przyszłaś – powiedział z poddenerwowaniem Tomek, zapalając świece na stole w kuchni.
O mamo.
– Zwykle dziewczyny zrywają ze mną kontakt po pierwszym spotkaniu – dodał.
Ale nie ja. Nie ja.
Dobra, plan jest taki – będę dla niego miła, żeby zachować się chociaż trochę przyzwoicie, ale bez tworzenia planów na przyszłość. Jesteśmy w podobnym wieku, więc raczej nie oczekujemy żadnych dziwactw na drugiej randce, najwyżej obejrzymy odcinek jakiegoś serialu.
– Wino białe czy czerwone? – zapytał, trzymając w ręce otwieracz.
Cholera.
– Białe – wydusiłam. – Czym zajmują się twoi rodzice?
Tomka zbiło z tropu moje niezbyt subtelne pytanie, ale najwyraźniej się ucieszył, że wykazuję zainteresowanie.
– Moja mama jest nauczycielką matematyki w…
– Może rozwiążemy dla zabawy jakiś sprawdzian? – przerwałam mu.
Tomek podał mi kieliszek i niepewnie poszedł do sypialni. Wrócił po chwili.
– To chyba najnowszy, bo leżał na wierzchu – podał mi kartkę papieru. – Aż tak lubisz matmę?
– Uwielbiam – skłamałam po raz pięćdziesiąty w tej sekundzie.
– No tak, jakoś się na medycynę dostałaś – zaśmiał się pod nosem i postawił na stole sałatkę.
– Ja? Na medycynę? – zaśmiałam się głośno, po czym nagle urwałam. – A, rzeczywiście. Będę lekarzem, tak mówiłam – wymamrotałam i szybko wypiłam pół kieliszka.
– Sałatkę mama zrobiła na przyjście gości, ale zostało, więc pomyślałem…
– Świetnie, świetnie, jedzmy.
Cały czas spoglądałam na test.
– Zaraz pomyślę, że wolisz tę klasówkę ode mnie – powiedział z pełnymi ustami. Jedna z niepogryzionych oliwek wyleciała prosto na stół.
– Co tu dużo mówić, naprawdę lubię nauki ścisłe – odparłam z szerokim uśmiechem. Ja za to wypuściłam na wierzch nieco mojego obłąkania.
– Ja nie, wolę historię. Wiesz, może po kolacji…
O nie, nie ma żadnego po kolacji.
– Obejrzymy coś? – dokończył.
Mówiłam, że młodzi ludzie wolą oglądanie seriali od obściskiwania się.
– Pewnie. Jak przyjrzę się temu testowi! – wstałam od stołu i zaczęłam chodzić w kółko, udając, że robię w głowie obliczenia. Cholera, Róża miała rację, to było niezwykle trudne. – Muszę to zrobić z kalkulatorem…
Wyciągnęłam telefon i zrobiłam zdjęcia kartce. Misja wykonana, mogę teraz się powoli wycofywać.
– Może zatańczymy? – zapytał Tomek, włączając jazzową składankę.
– Ale chciałeś coś obejrzeć…
– Netflix nie ucieknie.
Cały ten wieczór zaplanował jak w komedii romantycznej. Ale jemu było zbyt daleko do Colina Firtha, a ja nie byłam uroczo niezręczna, tylko „matko, kto pozwolił jej wyjść na ulicę” niezręczna, żeby mógł nastąpić zwrot akcji i mój paskudny plan przemienić w wielki romans.
Muzyka, którą włączył, nadawała się do wolnego tańca. Co robić, co robić…
Zaczęłam tańczyć, jakby jutra nie było. Podskoczyłam na dźwięk trąbki, po czym wymachiwałam niewidzialnymi marakasami, gdy wokalistka głęboko mruczała.
– Nie, Malina – powiedział, specjalnie zniżając swój głos, żeby brzmiał zmysłowo, ale było to trudne, bo i tak był nieco piszczący.
Zbliżył się do mnie i złapał za ręce, starając się tańczyć w rytm muzyki. Ale on był jeszcze bardziej niezgrabny niż ja. I śmierdział papierosami.
Nagle zaczął się do mnie zbliżać, chyba szykując się do pocałunku.
Nie, nie, nie, nie ma tylu żelek na świecie, którymi Róża by mi się odpłaciła, a z drugiej strony też nie chciałam smażyć się w piekle za takie wykorzystywanie niewinnego człowieka.
Odskoczyłam od Tomka i stanęłam po drugiej stronie stołu. Blisko okna.
To sobie wykombinowałaś.
– Przepraszam, ja…
– Nie ma sprawy, to i tak by nie wypaliło – odpowiedział, wyjmując z kieszeni paczkę papierosów. – Jesteś dla mnie zbyt dziwna.
Słucham? Ja? Dziwna? To on się chciał przytulać, nie wiedząc, czy nie mam wszy albo chcąc zarazić mnie swoimi. I nie próbował ze mną rozwiązywać zadań z matmy.
Tak, chyba wiem, co mógł mieć na myśli.
– To… będę lecieć. Miło było cię poznać – powiedziałam i niemal wybiegłam z jego mieszkania.
Wskoczyłam prosto do samochodu Sokoła.
– Jedź, jedź, jedź!
– Już? – zapytał Sokół, zamykając leniwie książkę. – Widziałem, że się dobrze bawiliście.
Spojrzałam na budynek, z którego wyszłam. W oknie stał Tomek i nam się bacznie przyglądał.
– Misja zakończona sukcesem – powiedziałam. – Udało mi zdobyć test, nie całować i sprawić, że Tomek ma mnie za wariatkę.
Sokół prychnął i odpalił samochód.
– Może spotkasz się z w końcu z kimś, kto ma szansę ci się spodobać? – zapytał, odgarniając z twarzy kilka kosmków jego złocistych włosów. – Taki był cel tego wszystkiego.
– Mam jeszcze jedną randkę. Ten trzeci jest najfajniejszy z nich wszystkich. Też lubi superbohaterów i ma jakieś poczucie humoru.
– Nie jak Samuel, oczywiście… – wtrącił sarkastycznie.
– No nie, ale wystarczająco na odskocznię.
– Koniecznie mu o tym powiedz, ucieszy się – Sokół wyjął ze schowka czekoladę z masłem orzechowym. – Kupiłem ci na pocieszenie.
– Dzięki – odparłam, po czym otworzyłam opakowanie i poczęstowałam Sokoła małym kawałkiem. – Przecież on pewnie też nie będzie chciał się ze mną spotykać na dłuższą metę. Może się po prostu zaprzyjaźnimy.
– Jesteś niesamowicie naiwna – stwierdził. – Daj jeszcze.
Niechętnie odłamałam kolejny kawałek.
– Po trzecim spotkaniu pójdę do Samuela i powiem mu prawdę – powiedziałam, przeżuwając. – Nie po to, żeby z nim chodzić, o nie, ten statek już dawno odpłynął i zdążyły go przejąć pingwiny.
– To o co ci chodzi?
Sokół chyba miał trochę dość mojego jęczenia.
– Chcę, żeby mi już przeszło – powiedziałam pod nosem.
– To nie jest takie proste – odparł beznamiętnie. Teraz pewnie przed oczami stanęły mu wszystkie szczęśliwe chwile z Kamilą. – Może pójdziemy na pizzę?
– Tak, proszę.