Zadanie na dziś – zgadzać się na wszystko. Na razie wkopałam się w zrobienie kostiumu Schopenhauera dla mojego dwunastoletniego brata ciotecznego, jawnego psychopaty. A minęła dopiero szesnasta.
Nie lubiłam dzwonić, ale mój kuzyn zdawał się po odpisaniu na sms rzucać telefon za Ocean Spokojny, pojechać tam i dopiero wtedy odpisać na kolejną wiadomość.
– Michał, gdzie ty jesteś? – zapytałam gniewnie kuzyna przez telefon.
Stałam pod Kolumną Zygmunta, gdzie wszyscy mieliśmy się spotkać, żeby pójść do escape roomu. Jak na razie nikogo ze znajomych Michała, ani jego samego, nie widziałam.
– W domu, przecież umówiliśmy się na siedemnastą.
Siedemnastą… Może i tak. Jak będę odbierać Nobla, podziękuję sobie za rewelacyjną pamięć.
– Tak tylko pytam, bo zwykle się spóźniasz – powiedziałam siląc się na wyluzowany ton. – Do zobaczenia.
Nie wystarczy, że musiałam dzisiaj założyć różowy płaszcz z worka minionych trendów od ciotki, nie, trzeba było dodać do tego uświerknięcie w tłumie japońskich turystów. Mam nadzieję, że przynajmniej pochowają mnie w czymś innym. Pomyśleć, że gdybym nie pobrudziła gorącą czekoladą mojej normalnej kurtki, nie musiałabym teraz czuć się podwójnie głupio. A nawet potrójnie, taki dziś wyjątkowy dzień.
Nagle podszedł do mnie chłopak, wyższy ode mnie o długość trzech zapiekanek. Miałam nadzieję, że to nie jest żaden prankster, bo nie byłam w nastroju na uciekanie przed kamerą.
– Cześć – powiedział. – To z tobą jestem umówiony, prawda?
Nie wie z kim jest umówiony? Chwila… Może on jest jakimś przemytnikiem. A może zaraz dostanę zestaw tajnych dokumentów i ode mnie będzie zależało, czy świat dożyje następnego dnia?
A może to po prostu taka sama ofiara losu co ja, któryś z kumpli Michała, który zjawił się za wcześnie. Nie miałam pamięci do twarzy, więc nie byłam pewna, czy już go poznałam, czy nie.
– Tak jest – pokiwałam głową entuzjastycznie.
– Tomek – uśmiechnął się podając mi rękę. Miał wszystkie zęby, nawet białe.
– Malina.
– Malina? – zmieszał się. – Naprawdę?
Słabo widzę naszą dalszą znajomość.
– Nie, żartuję – parsknęłam głupkowatym śmiechem. – Róża. Mam na imię Róża.
Jestem naprawdę ciekawa, jak potem wyjaśnię później, że jednak mam na imię Malina. Nic tylko kupić popcorn i obserwować, jak jąkam się przy Michale, szpiegu mojej matki. A Róża mi już tego nie odpuści.
– Ładnie – mrugnął zalotnie. – Może zanim pójdziemy do tego twojego pokoju, najpierw się przejdziemy do sklepu? Nie zaopatrzyłem się właściwie.
– To nie jest mój pokój, ja go nie wybierałam… Ale pewnie, chodźmy.
Nie mogłam się nie zgodzić.
– Może powiesz coś o sobie? – spanikowałam, gdy było zbyt cicho.
– Wiesz, że nie lubię. I nie jesteśmy tu, żeby rozmawiać – wymamrotał. – Ale skoro ci tak zależy, może zaczniesz?
O panie, czy to może kolejny Werter ze zbyt wrażliwą duszą, przez którą nie może robić nic, oprócz siedzenia w domu i wypłakiwania swoich żali w ozdobne poduszki swojej mamy?
– No, powiedz coś – ponaglił mnie.
Co ja mogę o sobie powiedzieć?
– Ja. Ja… Jestem. Lubię… Byłeś w kinie na Fantastycznych Zwierzętach?
– Nie, co to? – zapytał wpatrując się w górną część mojego płaszcza.
Michał, z kim ty się kumplujesz?
– Film – wyjaśniłam. – Lubisz filmy?
– Nie oglądam – wytarł nos w zużytą chusteczkę.
– Lubię science-fiction – dodałam po chwili, z jakiegoś powodu jeszcze próbując nawiązać kontakt. – A ty?
– Tak sobie. Jeszcze Wiedźmin jest niezły, w sensie gra, ale tak to raczej nie.
Aż się zatrzymałam, próbując zrozumieć, czy to żart, czy może jednak nie. Niestety, przez jego twarz nie zdawała się przebiegać żadna myśl. Nawet taka zagubiona. Cisza.
I tak trudno nam się rozmawiało, bo widzieliśmy tylko swoje profile, a dzieląca nasze twarze odległość nieco utrudniała słyszenie siebie. Chociaż Tomkowi chyba to nie przeszkadzało.
– Podobno lubisz sport – uśmiechnął się.
Michał nigdy mi nie zapomni mojego żenującego biegu.
– Dużo ćwiczysz? – dopytał.
Skoro Wiedźmin to teraz science-fiction, to ja mogę uprawiać sport.
– Tak, tak, codziennie – z tych zapewnień aż wciągnęłam brzuch. – Biegam.
– Czyli jesteś wygimnastykowana?
Może on jednak werbuje nowych tajnych agentów.
– Bo wiesz, wyglądasz nieco inaczej niż na zdjęciu, a nie chciałbym znowu się naciąć…
Czy on grzebał w moim profilu na facebooku, żeby sprawdzić, w jakiej jestem formie? Facet traktuje tę grę zbyt poważnie.
– I nie martw się, że mam katar, dam sobie dzisiaj radę – dodał.
– W porządku – wzruszyłam ramionami. – Będzie nas czwórka albo piątka, jakoś dojdziemy do końca.
Tomka chyba trochę zamurowało, bo spowolnił krok.
– Jak to piątka? Nie wiedziałem, że ma być ktoś jeszcze.
– Na tym przecież polega zabawa – powiedziałam niepewnie, wpatrując się w jego coraz to bardziej zdezorientowaną minę. – Dwie osoby to minimum, ale lepiej, żeby było więcej, żeby zmieścić się w godzinie. Trzeba często używać głowy, a jak wiesz, co dwie głowy to nie jedna – zarechotałam. – Oczywiście bywają też zadania, kiedy trzeba coś zrobić ze swoim ciałem. W jednym pokoju musiałam wejść do szuflady, nie było to miłe przeżycie. Albo wczołgać się pod łóżko, żeby znaleźć wskazówkę.
Zaczęłam gadać jak najęta, bo nie chciałam, żeby kumpel Michała zrezygnował z tego pokoju przeze mnie. Mówiłam coraz szybciej i szybciej, tworząc mamrot, którego już sama nie byłam w stanie zrozumieć.
– Nie pisałem się na coś takiego – pokręcił nerwowo głową.
Może to jego pierwszy escape room.
– Też się trochę bałam przed pierwszym razem, bo nie mieliśmy światła, tylko dwie latarki i na ścianach wisiały pająki, ale ten pokój chyba nie będzie aż tak straszny.
W tym momencie Michał napisał do mnie, żebyśmy spotkali się już na miejscu.
– Chodź, bo nas zabawa ominie – powiedziałam próbując zabrzmieć zachęcająco.
– Ale będą tam dziewczyny? – wciąż był niepewny.
– Oprócz mnie jeszcze jedna. Wiesz, najlepiej działają grupy mieszane. Same kobiety albo sami mężczyźni nie osiągają tego samego, co kobiety razem z mężczyznami. Tak mówią statystyki.
– Tylko że nie zdążyłem kupić…
– Tam wszystko będzie – zapewniłam go, idąc twardo przed siebie. – Woda na pewno, czasem czymś częstują.
– Ale zabezpieczenie…
Rany, jak on się tego pokoju boi.
– Wszystko tam jest bezpieczne.
Zaprowadziłam Tomka do kamienicy, w której mieściły się escape roomy.
Tam już był Michał i jego kolega, Sam Winchester jak żywy, który tak naprawdę miał na imię Samuel. Jeśli ktoś mi jeszcze raz powie, że teoria o równoległych światach to tylko naukowe bajdurzenie, to zostanie obdarzony wyjątkowo chłodnym spojrzeniem. Obok Samuela stała ciemnowłosa dziewczyna w koszulce ze Star Treka. Coś czuję, że się nie zaprzyjaźnimy.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza. Musieliśmy podpisać regulamin, zaznaczając, że nie mamy arachnofobii ani klaustrofobii. Potem mogliśmy wejść do środka.
Michał jest okropnym sadystą, więc wybrał pokój, w którym na początku byliśmy przykuci kajdankami do łańcucha, z którego musieliśmy się wyzwolić, żeby kontynuować działanie. Tomek miał pewne obiekcje.
– Nie zamkniecie mnie tak – mówił w kółko.
– Zaraz się uwolnicie – zapewniła go dziewczyna, która nas do pokoju wprowadziła.
Tomek w końcu uległ. Aż mi głupio za Michała, że ma takiego znajomego.
Ale mimo wszystko dobrze nam szło. Pani Spock miała kilka dobrych pomysłów. Jednak widać było, że mi nie ufa. Może to mój naszyjnik z głową Vadera, może udowodniony kilkakrotnie brak motorycznych zdolności, ale większość zadań manualnych wykonywała sama. Samuel i Michał cały czas rzucali żartami, bardziej zajmując się utrzymaniem przyjemnej atmosfery, niż rozwiązaniem zagadek. Przez to musiałam uruchomić wszystkie swoje neurony i rozgryźć kilka kodów, które trzeba było wpisać do kłódek zatrzaśniętych na tajemniczych pudełkach.
– Nawet ci się udało, Jedi – powiedziała Pani Spock.
Nagle przypomniałam sobie o Tomku. Stał w kącie i wpatrywał się w to, co robimy.
– Jak go poznałaś? – zapytał mnie Michał.
– Spotkaliśmy się przed przyjściem – odparłam i ruszyłam do kolejnej zagadki.
– Róża – wyszeptał do mnie Tomek, kiedy stanęłam blisko niego. – Kiedy zaczniemy?
– Przecież już kończymy.
Tomek zaczął krążyć po ciasnym pokoju, jakby szukał tajemniczego przejścia. Kiedy tylko główne drzwi się otworzyły, wybiegł nawet się za sobą nie oglądając.
– Dużo macie takich na tym waszym kierunku? – zapytałam chcąc rozładować atmosferę.
– Myślałem, że on przyszedł z tobą – powiedział Michał.
Ach.
– To dlatego przez ostatnią godzinę narzekał pod  nosem na randki z Tindera.