Kiedy wysiadłam na stacji metra, usłyszałam piosenkę ze Strażników Galaktyki. Grał ją na gitarze mężczyzna stojący w przejściu przy schodach. Wrzuciłam mu do futerału złotówkę. Taki był zamiar. Ale do tej złotówki dołączyła saszetka z cukrem, którą podkradłam w kawiarni, chociaż nie słodzę kawy.
– Poczekaj! – zawołał.
Odwróciłam się niepewnie, nie wiedząc, czy to do mnie.
– Proszę – wyciągnął przed siebie rękę, opierając gitarę na nodze. – Może ci się przyda.
W dłoni trzymał kawałek papieru. Może to paragon. W końcu wszystko się już opodatkowuje.
– Dziękuję – odparłam i szybko poszłam przed siebie.
Okazało się, że to był bilet. Próbując doczytać dokąd, zderzyłam się z trzema osobami i potknęłam na schodach, kiedy wychodziłam z metra. Niestety miasto było rozmazane. Ale numer pociągu i data zostały. Dwa studenckie na jutro. To było przeznaczenie.
– Jedziemy? – zapytałam Kingę, zanim jeszcze zaczęłam zjeść ciasto.
– No nie wiem… Muszę się uczyć do sesji.
– A ja nie?
– Powinnaś.
Machnęłam ręką.
Wtedy do kawiarni wszedł Sokół. Nie widzieliśmy się od kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić. Byłam tak zażenowana zdarzeniem z Samuelem, że już nikomu o nim nie mówiłam, więc oczywiście zapomniałam wspomnieć o pakcie z Sokołem.
– Cześć – powiedział swoim niskim głosem, zdejmując kurtkę.
Kiedy Kinga poszła na zaplecze, Sokół spojrzał na mnie wymownie.
– Wie?
– Jeszcze nic nie mówiłam.
– Dobra konspiracja to taka, o której wie jak najmniej osób.
– Czyli… – zaczęłam, ale Kinga wróciła.
Sokół wtedy zbliżył się do mnie i pocałował w policzek, przy okazji mnie obejmując. Jakbyśmy byli parą.
He, he.
– Co jest? – Kinga patrzyła na nas z szeroko otwartymi ustami.
– Spotykamy się – powiedział Sokół, jakby to była prawda.
– Tak… romantycznie – dodałam.
Sokół pokręcił głową, sugerując mi, że nie tędy droga.
– Od kiedy? Czemu mi nie powiedziałaś?
Takich pytań Kinga wylała z siebie wiele. I mimo że uzgodniliśmy wcześniej wspólną wersję wydarzeń, to nie było mi prosto ją tak okłamać. Ale wiedziałam, że jeśli ona się dowie, to dowie się też reszta naszej paczki, w tym Samuel. A ponieważ będzie wiedzieć także Michał, to prędko usłyszy o tym jego najlepsza przyjaciółka, czyli moja mama, której dałam już wystarczająco dużo powodów do wyśmiewania mnie.
– Skoro tacy jesteście sobie bliscy, to może razem pojedziecie tym pociągiem – dodała Kinga, zwracając się do robiącego kawę Sokoła.
Wyjaśniła mu, co się stało. Opowiadając o mnie tak, jakbym wdepnęła w psie łajno i roznosiła je po jej domu.
Sokół podniósł swoją gęstą brew, po czym się tajemniczo uśmiechnął.
I tak następnego dnia siedzieliśmy w pociągu. Tablica informacyjna zepsuła nam niespodziankę i dowiedzieliśmy się, że jedziemy do Łodzi. Ahoj, przygodo.
Może zrobimy sobie tam kilka zdjęć. Pokażę chłopakom, kiedy w końcu się spotkamy. Na razie Samuel jeszcze się z nami nie umówił. Dziwne.
Pociąg miał opóźnienie. Siedzieliśmy już w tym przedziale pół godziny. Chciałam coś zjeść, ale się krępowałam, skoro jeszcze nie ruszyliśmy.
– Żebyśmy tylko zdążyli dzisiaj wrócić – powiedziałam.
Sokół pokiwał głową.
Nagle zajrzało do nas dwóch policjantów. Spojrzeli na nasze numery siedzeń, po czym na nas.
– Państwo pójdziecie z nami.
Sokół wstał. Wyglądał, jakby takich mężczyzn jak oni jadł na śniadanie. W całości. Sokół był naprawdę solidnie zbudowany.
– Dlaczego? – zapytał spokojnie.
Nie byłam pewna, czy ich nie zje. Wyglądał na głodnego.
– Chcemy zadać kilka pytań.
To kilka pytań załatwiło nam przejażdżkę radiowozem, prosto na komisariat.
– Boję się – powiedziałam podczas jazdy.
– Nic złego nie zrobiliśmy. Będzie fajnie. Zawsze chciałem zobaczyć na żywo jak kogoś przesłuchują.
Wybrałam sobie dziwnego chłopaka.
Ale spokojnie, będzie dobrze. Jesteś niewinna.
– Mam wujka prawnika – powiedziałam, kiedy posadzili mnie na krześle w pokoju przesłuchań.
Nie sądziłam że tu będzie tak brzydko pachniało.
– Twój przyjaciel wszystko nam wyćwierkał– odezwał się barczysty policjant z przekrwionymi oczami.
– A co policję interesuje, czy ze sobą naprawdę chodzimy, czy nie?
Mężczyzna chyba nie to miał na myśli, bo patrzył na mnie, jakby nie wierzył, że można być tak głupim.
Można.
– Wczoraj dostałaś bilet. Od dilera narkotyków.
O rety.
– Nie wiedziałam kim jest – wydusiłam.
– To czemu dał ci bilet?
– Bo dałam mu złotówkę za piękną grę. To była moja ulubiona piosenka.
Skłamałam. Jedna z ulubionych. Ukradłam niepotrzebny mi cukier, a teraz okłamałam stróża prawa. Jestem recydywistką.
– To czemu pojechałaś?
– Ostatnio mojego konta na Netflixie używa za dużo osób i nie mam co w ciągu dnia robić.
Mężczyzna wziął głęboki oddech.
– Jesteś podejrzewana o przemyt narkotyków, zdajesz sobie z tego sprawę?
Chwila, co.
– Złapany przez nas diler powiedział, że na waszych miejscach będzie siedzieć para, która przewiezie heroinę.
– Przecież nic przy sobie nie mam.
– Przeszukano pociąg, znaleziono dwa kilogramy.
– To nie muszą być nasze kilogramy – nerwowo popukałam palcami w metalowy stół. Lepił się.
– W waszym przedziale.
– Nic mi o tym nie wiadomo.
Oby się nie wydało.
Zaraz, przecież jestem niewinna.
Chociaż moje czerwone policzki sugerowały co innego.
– Wrzuciłaś mężczyźnie w metrze saszetkę białego cukru do futerału?
O cholera, jestem winna.
– Przez przypadek…
– Powiedział, że to był wasz kod. Wrzucisz mu cukier, kod oznaczający heroinę, on ci da bilet. Czy nie tak?
– Tak… Znaczy… Nie wiem…
Wtedy do pokoju wszedł kolejny policjant.
– Złapaliśmy ich – spojrzał na mnie. – Ci są niewinni.
Upiekło mi się.
Kiedy mnie wypuszczono, Sokół już stał na zewnątrz.
– Mówiłem, że będzie fajnie? – uśmiechał się jak nigdy.
Otarłam czoło z potu.
– To będzie nasza pierwsza wspólna anegdota – dodał. – Masz czas jutro? Im szybciej o tym opowiemy, tym szybciej moja była się o tym dowie.
– Mhm – przytaknęłam.
Może lepiej będzie, jeśli przygody zostawię sobie na starość.