Zrób coś szalonego”. Tak brzmiało najnowsze zadanie.
Ale ja już nie wiedziałam, co jest szalone. Kiedyś wydawało mi się, że zjedzenie trzech pączków w minutę to szaleństwo. Teraz to szara codzienność. Nic już nie było w stanie mnie zaskoczyć. Życie powoli zaczyna mnie przytłaczać, w mojej głowie pojawiają się tylko trudne pytania. Czy ja wiem, co robię? Czy coś mnie jeszcze rozbawi? Czy kiedykolwiek śnił mi się telefon?
Nie wiem.
Tusz mi się rozmazał.
Nawet nie mam ochoty niczego zjeść.
– Czemu jesteś taka przybita? – Róża weszła do mojego pokoju.
Leżałam pod biurkiem, całkowicie przykryta kocem. Nie miałam zamiaru wychodzić przez najbliższe trzy dni.
– Pokłóciłam się z rodzicami.
– No cóż, życie.
Róża zaczęła mnie klepać w poszukiwaniu mojej głowy.
– Nie, nie życie. Nawrzucałam im. Tak solidnie. Nienawidzą mnie.
– Przeproś i po kłopocie.
Wychyliłam twarz spod koca.
– Nie mam najmniejszej ochoty – powiedziałam. – Zawsze jak próbuję mamę przeprosić, to mi przerywa i mówi swoje. Tata chowa głowę w telefon. To dzieci, nie rodzice, mam tego po dziurki w nosie i niech wiedzą, że tym razem uniosę się honorem.
– Dopóki nie zrobią obiadu.
– Ta – mruknęłam. – Ale oni też byli wredni. Niech się wypchają. Przyniesiesz mi obiad do pokoju – spojrzałam na jej kwaśną minę. – Proszę?
– Serio, będziesz marnować życie przez rodziców? Oni by się tak tobą nie przejęli.
Na początku pomyślałam, że to tylko nastoletni żart Róży zaczerpnięty
z memów z Schopenhauerem. Jednak chwilę później uświadomiłam sobie, że to prawda. Jestem nieudanym eksperymentem, który tylko tyje.
– To co, będziesz tu tak siedzieć do końca świata? – zapytała Róża.
Zerwałam się na równe nogi.
Oczywiście, że uderzyłam głową o biurko.
– W życiu. Ucieknę – powiedziałam rozmasowując bolące miejsce. – Czas najwyższy.
Powinnam była to zrobić kilka lat temu, kiedy jeszcze przysługiwał mi ten młodzieńczy bunt.
– Niby dokąd? – zapytała Róża.
– Tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Zaopiekuj się Thorem.
Spakowałam się w pięć minut. Chwilę później już byłam na zewnątrz.
Tylko gdzie teraz?
Do Kingi nie pójdę, bo tam będą mnie szukać. Ucieczka do babci to nie ucieczka. Michał też odpada, bo uduszę się ze smrodu… Może powinnam wrócić.
Nie, weź się w garść. Uciekasz.
Szłam z moim plecakiem buntownika przez miasto zupełnie nie wiedząc, co dalej. Jestem żałosna. Arielka sprzedała głos, żeby trafić do świata, o którym nie miała pojęcia. Mulan udawała faceta i poszła na wojnę. Nawet mało rozgarnięty życiowo Herkules zostawił rodziców i poszedł w nieznane. Wszystko to skończyło się dla nich niesamowitym sukcesem
w akompaniamencie naprawdę dobrych piosenek. Ja nie miałam piosenki. Gdybym zaczęła śpiewać, trafiłabym do Internetu. Jako mem. Zjarany Zbyszek, Pechowiec Brian i Godna Pożałowania Malina. Świat jest okrutny.
Żeby nie było, że jestem zupełnie nieprzygotowana, wygooglowałam co trzeba zrobić. „Opuść dom i żyj na ulicy – poradnik dla młodzieży”. Są tam niezłe rady. Chociż nie wiem, czy to wyjście dla mnie. Na ulicy wypada znać jakichś ludzi, a ja z dużą trudnością nawiązuję nowe znajomości. To może pozbawię się swoich oszczędności. Tak, to chyba dobry pomysł. Muszę tylko być tam, gdzie nikt się mnie nie spodziewa.
Dlatego poszłam do ZOO.
Niestety, już przy flamingach spotkałam znajomą twarz. Skąd ja ją… A. Dziewczyna z mojej klasy z liceum.
– Cześć! – zaszczebiotała, kiedy mnie zobaczyła.
Czy to dziwne, że zapomniałam, jak ma na imię? Tak, chyba trochę dziwne.
– Co słychać? Sto lat się nie widziałyśmy! – uśmiechnęła się szeroko.
Kasia…?
– Tak… A co u ciebie? Nie, ty zapytałaś mnie. Więc… U mnie. Dobrze. Studiuję. Pracuję. Jem. Niewiele się zmieniło.
– Widzę… – zmierzyła mnie wzrokiem, a jej egzaltacja gdzieś odpłynęła.
Wydaje mi się, że ona też niespecjalnie pamiętała, jak mam na imię. Może nawet przez chwilę pomyślała, że się kumplowałyśmy.
– Muszę lecieć, bo gdzieś tam zostawiłam mojego chłopaka i jego małego siostrzeńca – przeczesała swoje bujne włosy ręką. – Ty pewnie też z kimś przyszłaś…
– Tak. Z moim kuzynem – wskazałam na chłopca, który stanął niedaleko nas.
– To Adaś. Siostrzeniec… – spojrzała na mnie niepewnie.
Pięknie.
– O, rzeczywiście, to nie mój kuzyn. Dzieci – prychnęłam. – Wszystkie wyglądają tak samo. Ale miło było cię spotkać.
Schowałam się szybko za krzakami, wzrokiem szukając rodziny, za którą mogę chodzić.
– Zawsze była trochę… no wiesz – usłyszałam głos mojej znajomej. – Wiesz, że jej partner zostawił ją w trakcie studniówki?
A jednak, pamięta mnie.
Kiedy zobaczyłam już wszystkie możliwe zwierzęta trzy razy, trzeba było wymyślić jakiś inny sposób na przeżycie tego dnia poza domem.
Kino.
Najpierw poszłam na „Piękną i Bestię”. Tak, drugi raz. Ale tym razem mama się nie dowie i nie będzie mogła mnie ocenić. 
Kupiłam przy okazji dużo jedzenia bez obowiązku dzielenia się z kimkolwiek. A sala była prawie pusta, więc nikt nie słyszał, kiedy otwierałam żelki. Powinnam częściej tak uciekać.

Film skończył się wieczorem. Pojechałam do innego kina, żeby przynajmniej do północy tam przesiedzieć. Dobrze, że dziś tania środa. Stanęłam naprzeciwko kas i wpatrywałam się w repertuar. Nagle przede mną stanął wysoki mężczyzna, sylwetką bardzo przypominający mi tatę… O nie, to tata. Jak?
I czemu mnie to ciągle spotyka?
Chciałam uciec. Naprawdę. Ale ojcowski radar jest niezwykle silny, bo tata odwrócił się i od razu mnie zauważył. Chociaż to nie tak, że trudno mnie przeoczyć. Jeśli ktoś patrzy w moim kierunku, widzi tylko mnie. Wypełniam calusieńki kadr.
– Co tu robisz? – zapytaliśmy w tym samym momencie.
– Idę na film – odpowiedzieliśmy w tym samym momencie.
– Wydawało mi się, że w środy chodzisz na spotkania z kumplami
– powiedziałam.
– Czasem chodzę – odpowiedział tata poprawiając okulary. – Ale ile można? Tylko dzisiaj w spokoju mogę obejrzeć co tylko zechcę. A od kiedy chodzisz tutaj do kina?
– Uciekłam z domu, muszę gdzieś przeczekać.
– Dopiero teraz? – zaśmiał się pod nosem.
– Tato, wciąż jestem na was zła.
– Ale może chcesz przeczekać razem?
Poszliśmy na „Logana”. Naiwnie wierzyłam, że tym razem skończy się lepiej.
– To co, wracamy? – zapytał ojciec.
– Człowieku, czego tutaj nie rozumiesz? Wrócę jutro, jak zaczniecie się martwić. Tylko nie mów mamie.
– A gdzie zamierzasz pójść? – nieco nerwowo poprawił rękawy koszuli.
– Tam, gdzie mnie życie poniesie.
Czyli do KFC, które jest otwarte do trzeciej. Potem będę improwizować.
– Idę z tobą.
– Żartujesz.
Nie żartował.

Pospacerowaliśmy nad Wisłą jedząc zapomnianą przeze mnie paczkę herbatników.
– Gdybyś miał być czarnym charakterem, to kim byś był?
– To proste, Moriartym. Właściwie kto by nie chciał nim być? – powiedział tata przeżuwając. – Teraz ty.
– Mystique – powiedziałam po chwili zastanowienia. – Wtedy mogłabym się zamienić w Batmana.
– Sprytne.
– No.
Kiedy moja aplikacja mierząca kroki powiedziała, że już wychodziłam ile trzeba, usiedliśmy.
– Wierzysz w smoki? – zapytałam, patrząc w niebo.
– Smoki to po prostu dinozaury, które przeżyły.
To ma sens.
– Pojedziemy obrzucić dom babci Eleonory papierem toaletowym?
Widziałam to na filmach i chciałam wypróbować w rzeczywistości. A babcia Eleonora by się tylko ucieszyła, że ma kolejny powód do narzekania na innych ludzi.
– Oczywiście, że nie…
– To pojadę sama – postanowiłam tatę zaszantażować.
Wsiedliśmy do samochodu, ale nie udało nam się odjechać. Alarm w telefonie ojca obudził nas o szóstej.
– O nie, zasnęliśmy – wymamrotałam.
Najwyraźniej przygoda musi poczekać.
– To twój budzik biegacza? – zapytałam przeciągając się.
– Postanowiłem, że już nie będę próbować biegać z twoją mamą, tylko zacznę ćwiczyć w domu – odparł tata ziewając. – Na razie tylko to sobie wizualizuję, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Wchodząc do domu natknęliśmy się na mamę wracającą z porannego treningu.
– Kiedy wy wyszliście? – zapytała pijąc wodę z ogórkiem.
Dobrze wiedzieć, że zauważyła moją nieobecność.

Popołudniu poszłam do kawiarni Kingi.
– Jak tam zadanie? – zapytała.
– Uciekłam z domu. A ty?
– Zjadłam trzy pączki w minutę.